epickie opowieści otagowane wpisy

Czarodziejka – Krzysztof „Vit” Pawsłowski

Dea popatrzyła zrezygnowana. Podnieśli czesne o 1000%! Nie da rady ze swojej marnej pensji na pół etatu opłacić studia magiczne. Szczególnie teraz, gdy wyrzucili ją z pracy.
Szła przez miasto i podliczała wydatki. Bursa, czesne, jedzenie, picie, kosmetyczka, fryzjer, i nowa magiczna lokówka.
Weszła do pierwszej lepszej karczmy i poprosiła o piwo.
- Eee – odpowiedział karczmarz, troll, który na rogach trzymał sakwy. – Nie jesteś za młoda na alkohol.
- Przecież to średniowiecze! – niemal krzyknęła. – Mroczny wiek wojen i gwałtów, a ty pytasz mnie o wiek!
- Dobra, dobra, ale jak władują się tu twoi rodzice, to mnie nie wiń – podał jej kufel i odszedł, mrucząc pod nosem: „p…e nastolatki!”.
- Mówię wam! – usłyszała kobiecy głos...

Czytaj dalej.

Miasto – Piotr „Mały” Meler

Drużyna powróciła do miasta, po kolejnej, niebezpiecznej i jak zwykle nieudanej przygodzie.
- Słowo daje – zaczął Gorder. – Co robimy źle?
- To wina Rolanda – włączył się Eldiriad. – Nasikał do gniazda smoka.
- Skąd miałem wiedzieć, że smok zrobi sobie gniazdo na dnie starożytnej latryny – bronił się Roland. – Bogom dzięki, że nie zebrało mi się na dłuższe posiedzenie.
- Nie ważne – wycedził Gorder. – Idę się schlać.
- Ja chyba się prześpię – ziewnął Roland.
- Ja muszę kupić nowe struny – stwierdził Eldiriad. – To do jutra.
Eldiriad odzielił się od reszty drużyny i ruszył w stronę rynku miasteczka.
- Pseplasam! – elf zauważył za sobą małą dziewczynkę. – Cy pan jest elfem?
- Ależ tak piękna damo – Eldiriad przykucnął...

Czytaj dalej.

Sojusz – czyli zyski po równo – Piotr „Mały” Meler

Drużyna siedziała w krzakach, na skraju polany i obserwowała obozowisko orków. Wielki wódz dłubał sobie w kłach czymś co było posążkiem kampańskim, jednym z zaginionych artefaktów starej ery.
- To jak to załatwimy? – zapytał się Roland.
- Możemy frontalnie – stwierdził Gorder. – Eld z lewej, ty z prawej, a ja środkiem i szast prast!
- Heloł! – odezwał się Eldiriad. – Przecież tam jest z 60 orków! Wybiją nas do nogi!
- Przepraszam, że jestem jedynym przedstawicielem gatunku, któremu odrastają ręce i nogi – obruszył się Gorder.
- Wcale nie – odpowiedział Roland. – Nie odrastają…
- A macie lepszy plan? – zapytał się Gorder.
- Obejdźmy obóz, może z drugiej strony coś zauważymy co nam pomoże – stwierdził Eldiriad.
Zaczęli przemy...

Czytaj dalej.

Labirynt – czyli jak wyłapać wszystkie pułapki – Piotr „Mały” Meler

Drużyna przylgnęła do ściany lochów.
- Gorder, sprawdź kolejny zakręt – nakazał Roland.
- Chyba ciebie porąbało, ty zawszony synu wieśniaka! – odpowiedział Krasnolud.
- Tylko nie zawszony! – obruszył się człowiek. – Myję się raz na trzy miesiące, czyli częściej od ciebie.
- Chłopaki! – odezwał się Eldiriad. – Nie widzicie co ten diabelski labirynt z nami robi! Już sobie skaczemy do gardeł. Za chwilę bę…
Nie skończył, bo Roland złapał go za ramię i wypchnął do przodu.
- Czy ciebie porąbało! – elfowi puściły nerwy. – Chcesz abym zginął!
Nic się jednak nie stało.
- Uff – westchnął krasnolud i odkleił się od ściany – Było blisko. Ten kto wymyślił ten labirynt niech lepiej będzie martwy, bo jak go dorwę…
KLIK
- Choler...

Czytaj dalej.

Lutnia – czyli Eldiriada kariera pieśniarza – Piotr „Mały” Meler

Gorder i Eldiriad siedzieli w karczmie.
- Na mnie nie patrz! – szybko stwierdził Eldiriad. – Dziś zamierzam się byczyć przed kominkiem i grać na lutni.
Gorder wyszedł, a Eldiriad usiadł przed kominkiem i na swojej starej lutni zaczął przygrywać melodię. Obok niego usiadł mężczyzna w błękitnej todze i przysłuchiwał się elfim balladom.
- Wybacz, że przerywam, o szlachetny elfie – Eldiriadowi wydawało się, że człowiek mówi szybciej od błyskawicy. – Grejo, impresario gwiazd lutniarskich; możesz być wielki; jeśli ci pomogę staniesz się sławny i bogaty; sławniejszy od operowego cudownego dziecka Justyniana Biebra. Tylko ze mną.
Elf zastanowił się. Propozycja była absurdalna i tylko głupek by z niej skorzystał.
- Wchodzę w to! Od czego zaczniemy?
...

Czytaj dalej.

Złoto – czyli Gordera interes na boku – Piotr „Mały” Meler

Drużyna, zmęczona całonocnym grabieniem… echem… przywracaniem społeczeństwu skarbów z katakumb, wróciła właśnie do miasta. Obolali wtargnęli do pierwszej możliwej karczmy, po czym legli w posłaniach, które wynajęli na tę noc.
Rano bohaterska trójca usiadła do lokalnego śniadania.
- Nie pasuje mi Gietlandzka kuchnia – wybrzydzał Eldiriad.
- Nie pasuje ci nic co ma mięso w środku – stwierdził Roland.
- Nie pasuje mi to co ma szczura w środku – odpowiedział Eldiriad.
- A szczur to nie mięso – Roland się nawet nie przejął. – Zresztą jedzcie, bo musimy dzisiaj sprzedać łupy.
- I jak zawsze TY będziesz to załatwiał? – Zapytał się Gorder. – Zawsze przynosisz grosze…
- I znowu to samo – Wściekł się Roland...

Czytaj dalej.

Medusa – czyli problem Rolanda – Piotr „Mały” Meler

Drużyna znajdowała się w nie lada kiepskim położeniu. Gorder kilka chwil wcześniej zmienił stan skupienia z ciała stałego w ciało bardziej stałe – stał się kamiennym posągiem. Obok w klatce znajdował się Eldiriad. Roland zaś siedział związany przy stole. Naprzeciwko niego siedziała młoda dziewczyna z kapturem na głowie, zakrywającym oczy. Miała bladą skórę. Jedynie jej usta, czerwone jak róża uśmiechały się do człowieka.
- To wyjaśnijmy sobie jeszcze raz – zaczął Roland. – Gdy przeszukiwaliśmy te lochy.
- Plądrowaliście mój dom – poprawiła go dziewczyna.
- Jak zwał tak zwał – stwierdził Roland. – Założyłem ten naszyjnik – wskazał swoim wzrokiem srebrny naszyjnik na swojej szyi...

Czytaj dalej.

Lutnia – Piotr „Mały” Meler

Gorder i Eldiriad siedzieli w karczmie.
- Na mnie nie patrz! – szybko stwierdził Eldiriad. – Dziś zamierzam się byczyć przed kominkiem i grać na lutni.
Gorder wyszedł, a Eldiriad usiadł przed kominkiem i na swojej starej lutni zaczął przygrywać melodię. Obok niego usiadł mężczyzna w błękitnej todze i przysłuchiwał się elfim balladom.
- Wybacz, że przerywam, o szlachetny elfie – Eldiriadowi wydawało się, że człowiek mówi szybciej od błyskawicy. – Grejo, impresario gwiazd lutniarskich; możesz być wielki; jeśli ci pomogę staniesz się sławny i bogaty; sławniejszy od operowego cudownego dziecka Justyniana Biebra. Tylko ze mną.
Elf zastanowił się. Propozycja była absurdalna i tylko głupek by z niej skorzystał.
- Wchodzę w to! Od czego zaczniemy?
...

Czytaj dalej.

Złoto – Piotr „Mały” Meler

Drużyna, zmęczona całonocnym grabieniem… echem… przywracaniem społeczeństwu skarbów z katakumb, wróciła właśnie do miasta. Obolali wtargnęli do pierwszej możliwej karczmy, po czym legli w posłaniach, które wynajęli na tę noc.
Rano bohaterska trójca usiadła do lokalnego śniadania.
- Nie pasuje mi Gietlandzka kuchnia – wybrzydzał Eldiriad.
- Nie pasuje ci nic co ma mięso w środku – stwierdził Roland.
- Nie pasuje mi to co ma szczura w środku – odpowiedział Eldiriad.
- A szczur to nie mięso – Roland się nawet nie przejął. – Zresztą jedzcie, bo musimy dzisiaj sprzedać łupy.
- I jak zawsze TY będziesz to załatwiał? – Zapytał się Gorder. – Zawsze przynosisz grosze…
- I znowu to samo – Wściekł się Roland...

Czytaj dalej.

Meduza – Piotr „Mały” Meler

Drużyna znajdowała się w nie lada kiepskim położeniu. Gorder kilka chwil wcześniej zmienił stan skupienia z ciała stałego w ciało bardziej stałe – stał się kamiennym posągiem. Obok w klatce znajdował się Eldiriad. Roland zaś siedział związany przy stole. Naprzeciwko niego siedziała młoda dziewczyna z kapturem na głowie, zakrywającym oczy. Miała bladą skórę. Jedynie jej usta, czerwone jak róża uśmiechały się do człowieka.
- To wyjaśnijmy sobie jeszcze raz – zaczął Roland. – Gdy przeszukiwaliśmy te lochy.
- Plądrowaliście mój dom – poprawiła go dziewczyna.
- Jak zwał tak zwał – stwierdził Roland. – Założyłem ten naszyjnik – wskazał swoim wzrokiem srebrny naszyjnik na swojej szyi...

Czytaj dalej.