opowiadanie otagowane wpisy

EN DERNIÉRE RESSOURCE – DARIUSZ DOMAGALSKI

– Idź do niej – Deraciné uśmiechnął się. – Do zielonookiej.

Diarmad uścisnął dłoń przyjaciela i ruszył przez dziedziniec.  Podkomendni widzieli jak opuszcza stanowisko. Nie miało to już jednak znaczenia. Nic nie miało znaczenie. Tylko kolor jej oczu. Idąc wspominał wydarzenia ostatnich dni…

… ledwie trzymając się na nogach ze zmęczenia stał na murach obronnych odziany w pancerz lepiący się od krwi. Spoglądał z nadzieją w niebo, gdzie promienie wschodzącego słońca rozganiały mrok. Nadszedł upragniony świt.

Minęła kolejna noc oblężenia twierdzy Fáil – bastionu strzegącego granicy Imperium Honorionu...

Czytaj dalej.

Mumia z Trou – Marcin Wełnicki

Kiedy zostałem poproszony o napisanie opowiadania w świecie LARP-a „Zardzewiały Topór”, momentalnie wiedziałem, jakiego rodzaju historię chciałbym opowiedzieć. W „Mumii z Trou” spróbowałem przywołać ducha sword & sorcery – tęsknotę za prostszym, chociaż twardym życiem, sprzeciw wobec cywilizacji. Valendorn to bohater, który bez problemu odnalazłby się na kartach twórczości Roberta E. Howarda czy Fritza Leibera.     

Valendorn przycupnął na krawędzi dawnego wału obronnego, od wieków nieremontowanego, pokrytego miałkim piaskiem naniesionym tu przez silne wiatry znad zachodnich pustkowi...

Czytaj dalej.

Legenda Zardzewiałych Kręgów – Pojedynek – Piotr „Mały” Meler

Kuni Daigo dostojny samuraj z równie dostojnego rodu Świetlistego Homara zamlaskał dwa razy. Nie trzeba było pić w gospodzie – pomyślał. Sake, które mu podano było nienajlepszej jakości. Tak się zdenerwował, że dobył swojej katany i kilkoma cięciami „przyczajonego homarzego szczypca” rozpłatał papierowe ścianki działowe. Gorzej, że przy okazji przeciął również kilka belek podtrzymujących dach gospody.
Lało niemiłosiernie. Gdyby nie zbroja, której nigdy nie zdejmował, a która osłaniała go przed deszczem, czułby się podenerwowany.
- Kuni-san – podszedł do niego jego kompan Asahina Sekawa. Był to młody samuraj z rodu Cwanego Bociana...

Czytaj dalej.

Czarodziejka – Krzysztof „Vit” Pawsłowski

Dea popatrzyła zrezygnowana. Podnieśli czesne o 1000%! Nie da rady ze swojej marnej pensji na pół etatu opłacić studia magiczne. Szczególnie teraz, gdy wyrzucili ją z pracy.
Szła przez miasto i podliczała wydatki. Bursa, czesne, jedzenie, picie, kosmetyczka, fryzjer, i nowa magiczna lokówka.
Weszła do pierwszej lepszej karczmy i poprosiła o piwo.
- Eee – odpowiedział karczmarz, troll, który na rogach trzymał sakwy. – Nie jesteś za młoda na alkohol.
- Przecież to średniowiecze! – niemal krzyknęła. – Mroczny wiek wojen i gwałtów, a ty pytasz mnie o wiek!
- Dobra, dobra, ale jak władują się tu twoi rodzice, to mnie nie wiń – podał jej kufel i odszedł, mrucząc pod nosem: „p…e nastolatki!”.
- Mówię wam! – usłyszała kobiecy głos...

Czytaj dalej.

Bo źli ludzie są na topie – Krzysztof „Vit” Pawłowski

- Niech mi broń w rękach zardzewieje, jeżeli ten gnój naprawdę mnie wykorzystał. Jak Ja mogłem być tak głupi, aby zaufać tym kanaliom z bractwa? Zrób to, zrób tamto. Przyjdź, pójdź i pozamiataj. Niech to cholera jasna porwie z wieczystego nieba i skazi ich truchła, aby ich potomstwo było spaczone!-

Głos mężczyzny cicho przeszywał puste pomieszczenia kilku piętrowego budynku i wylatywał, jako niezrozumiały pomruk na puste ulicy Debri. O tej jesiennej porze roku mało było żywych dusz na ulicach, zwłaszcza, gdy z daleka słychać było maszerujący oddział zbrojnych. Ton skulonego mężczyzny jednak nie cichł, ale przybierał na sile.

-Nie kurwa, nie tym razem...

Czytaj dalej.

Miasto – Piotr „Mały” Meler

Drużyna powróciła do miasta, po kolejnej, niebezpiecznej i jak zwykle nieudanej przygodzie.
- Słowo daje – zaczął Gorder. – Co robimy źle?
- To wina Rolanda – włączył się Eldiriad. – Nasikał do gniazda smoka.
- Skąd miałem wiedzieć, że smok zrobi sobie gniazdo na dnie starożytnej latryny – bronił się Roland. – Bogom dzięki, że nie zebrało mi się na dłuższe posiedzenie.
- Nie ważne – wycedził Gorder. – Idę się schlać.
- Ja chyba się prześpię – ziewnął Roland.
- Ja muszę kupić nowe struny – stwierdził Eldiriad. – To do jutra.
Eldiriad odzielił się od reszty drużyny i ruszył w stronę rynku miasteczka.
- Pseplasam! – elf zauważył za sobą małą dziewczynkę. – Cy pan jest elfem?
- Ależ tak piękna damo – Eldiriad przykucnął...

Czytaj dalej.

Sojusz – czyli zyski po równo – Piotr „Mały” Meler

Drużyna siedziała w krzakach, na skraju polany i obserwowała obozowisko orków. Wielki wódz dłubał sobie w kłach czymś co było posążkiem kampańskim, jednym z zaginionych artefaktów starej ery.
- To jak to załatwimy? – zapytał się Roland.
- Możemy frontalnie – stwierdził Gorder. – Eld z lewej, ty z prawej, a ja środkiem i szast prast!
- Heloł! – odezwał się Eldiriad. – Przecież tam jest z 60 orków! Wybiją nas do nogi!
- Przepraszam, że jestem jedynym przedstawicielem gatunku, któremu odrastają ręce i nogi – obruszył się Gorder.
- Wcale nie – odpowiedział Roland. – Nie odrastają…
- A macie lepszy plan? – zapytał się Gorder.
- Obejdźmy obóz, może z drugiej strony coś zauważymy co nam pomoże – stwierdził Eldiriad.
Zaczęli przemy...

Czytaj dalej.

Kapitan Moliarte – Krzysztof „Vit” Pawłowski

I.Połknięci przez Otchłań

- Kapitanie! Luk magazynowy przecieka! Główny maszt zerwany, sternik nie żyje a resztki naszych okrętów odpływają! Kapitanie! Na zęby Gaha … !– Do krzyczącego bosmana, odwróciła się mokra od słonej wody twarz. Czarne jak czeluści otchłani włosy zakrywały zmarszczone czoło, jego głos był jak piorun w czasie ciszy. Wokół wrzała walka a abordaż jednego z pirackich okrętów stał się prawdą. Nie dało się w jego głosie wyczuć krzty strachu, w jego oczach nie było miejsca na panikę.
- Imeshia nie odpłynie. Walczymy do końca. Ustawić kusze na pomoście, strzelać na mój rozkaz, w kierunku mostków przechwytujących. Niech te morskie kundle, wejdą na mój okręt...

Czytaj dalej.

Labirynt – czyli jak wyłapać wszystkie pułapki – Piotr „Mały” Meler

Drużyna przylgnęła do ściany lochów.
- Gorder, sprawdź kolejny zakręt – nakazał Roland.
- Chyba ciebie porąbało, ty zawszony synu wieśniaka! – odpowiedział Krasnolud.
- Tylko nie zawszony! – obruszył się człowiek. – Myję się raz na trzy miesiące, czyli częściej od ciebie.
- Chłopaki! – odezwał się Eldiriad. – Nie widzicie co ten diabelski labirynt z nami robi! Już sobie skaczemy do gardeł. Za chwilę bę…
Nie skończył, bo Roland złapał go za ramię i wypchnął do przodu.
- Czy ciebie porąbało! – elfowi puściły nerwy. – Chcesz abym zginął!
Nic się jednak nie stało.
- Uff – westchnął krasnolud i odkleił się od ściany – Było blisko. Ten kto wymyślił ten labirynt niech lepiej będzie martwy, bo jak go dorwę…
KLIK
- Choler...

Czytaj dalej.

Lutnia – czyli Eldiriada kariera pieśniarza – Piotr „Mały” Meler

Gorder i Eldiriad siedzieli w karczmie.
- Na mnie nie patrz! – szybko stwierdził Eldiriad. – Dziś zamierzam się byczyć przed kominkiem i grać na lutni.
Gorder wyszedł, a Eldiriad usiadł przed kominkiem i na swojej starej lutni zaczął przygrywać melodię. Obok niego usiadł mężczyzna w błękitnej todze i przysłuchiwał się elfim balladom.
- Wybacz, że przerywam, o szlachetny elfie – Eldiriadowi wydawało się, że człowiek mówi szybciej od błyskawicy. – Grejo, impresario gwiazd lutniarskich; możesz być wielki; jeśli ci pomogę staniesz się sławny i bogaty; sławniejszy od operowego cudownego dziecka Justyniana Biebra. Tylko ze mną.
Elf zastanowił się. Propozycja była absurdalna i tylko głupek by z niej skorzystał.
- Wchodzę w to! Od czego zaczniemy?
...

Czytaj dalej.